I zaczęła się pełną parą jesień... Teoretycznie kolorowe liście, kasztany, żołędzie... A według mnie tylko i wyłącznie przeziębienia i katary! Podsumowując nienawidzę Jesieni... No może lubię jedynie botki, które w tym okresie są bardzo modne i które tak bardzo lubię nosić. Oczywiście nie obyło się bez spaceru, na który się wybrałam, by zrobić kilka zdjęć, tej jakże ,,cudownej'' jesieni.

Kolejnym tematem jakim zajmę się w tym poście jest coś, co nawiedza mnie ostatnio bardzo często... Mianowicie chodzi mi o samotność... Nie jestem osobą narzekającą na brak przyjaciół, znajomych, ale mimo wszystko czuję się, jakbym nie miała się do kogo odezwać, komu się zwierzyć. Zawsze w takim momencie chcę mi się płakać. Uświadamiam sobie w, że może moi przyjaciele, tak naprawdę nimi nie są, bo nie widzą tego, jak czasami cierpię, stwarzając sobie zasłonę ,,problemem'' z chłopakiem, który mi się podoba. To uczucie ostatnio się nasila... A kiedy to się zaczęło? Gdy uświadomiłam sobie, że ludzie z mojego środowiska mają problemy a ja nawet tego nie zauważyłam. A wy czujecie czasami samotność? Co robicie w takich chwilach? Z chęcią przeczytam wasze odpowiedzi.

